daj znać





2011
grudzień
wrzesień
lipiec
maj
2009
grudzień
marzec
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
maj
luty
styczeń
2007
grudzień
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
listopad
październik
sierpień
maj
kwiecień
styczeń
2005
październik
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
2004
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2001
grudzień
listopad
październik
sierpień
lipiec
nie całkiem nas ciągnęło na rozstanie

Sąsiad powiedział, że mam ładne włosy i że mi zazdrości. Spotkaliśmy się na chodniku, ja do lasu, on z lasu. Ciągnęło nas w przeciwnym kierunku, czym innym nasyceni, inny mieliśmy niedosyt. Różne tęsknoty, czapy śniegu, kapcie. Przywitaliśmy się w drodze, minęliśmy się, ale zaraz odwróciliśmy się do siebie, bo nie całkiem nas ciągnęło na rozstanie, nie tylko nas rozciągało. Również nas przyciągało. Może przyciągało nas to, że jedne słowa chciały drugie, jak grzebień włosy, jak się chcą koła zębate, wątek i osnowa, kosmyki warkocza. W końcu nas zatrzymało i niepewnie zbliżyło na krok, z dystansem, taktownie, w zmaganiu. Chwialiśmy się pod naporem różnych sił na chodniku i w tym momencie, kiedy targani sprzecznymi ciągotami próbowaliśmy złapać równowagę, krótkim ciurkiem popłynęła życzliwa pogawędka. Krótkometrażowa, przelotna. Sąsiad niepokoił się, że chodzę bez czapki. Uspokoiłem, że wiem, na co mogę sobie pozwolić. Zbliżył się jeszcze o krok, lekko się pochylił, zniżył głos, co nas obu na chwilę ustatkowało, jego w wolniejszym mówieniu, mnie w głębszym słuchaniu. Widziałem na dworcu człowieka. Już miałem wsiadać, we Wrocławiu. Normalnie szedł, człowiek łysy był, nagle mu taka gula na głowie wyskoczyła. Sąsiad model zamarkował na swojej łysinie, zbliżając do niej dłoń jakby trzymała niewidoczną pomarańczę. Mróz był? No tak, mróz, karetka przyjechała. Jeszcze czegoś takiego nie widziałem. No to mnie pan przestraszył, no pięknie, nie powiem. I wtedy już było wiadomo, że po tej dominancie nastąpi zaraz pożegnanie, bo niezaprzeczalnie daremna jest walka z tęsknotami, które mają certyfikat planów, czapy śniegu, kapcie. Po kroku do tyłu, po obrocie i w drogę przed siebie w dwie strony, do lasu, do domu. Znowu z nurtem i gładko w milczeniu. Do zobaczenia następnym razem. Rozeszliśmy się, o wielu rzeczach nie wspominając. Mogłem powiedzieć, że myję twarz wodą, żeby czuć zapach czystego ręcznika. On mógł dodać coś jeszcze o głowie. Obaj różni, jeden różny od drugiego, równouprawnieni, gdzieniegdzie wyjęci spod prawa. On do włosów, ja do twojej dłoni, której nie znajdę szukając swoją na samym końcu zdychania.



gzyra 2011-12-18
skomentuj (0)
trzy

Dziewczyny, masują głosami, kocham je. Trzy. Nie ma wobec nich innego czasu niż teraźniejszy. Ale w końcu teraz umrą. Przestaną oddychać, uśmiechać się, kołysać. Nawet gdyby był sposób, żeby się z tym pogodzić, rozerwałbym go na strzępy, spalił, zmieszał z piaskiem i dobił, dobijał do końca sił. Siedziałbym nad jego trupem z nożem. Aż przestałbym oddychać, uśmiechać się, kołysać. Nie zgadzać.


gzyra 2011-09-09
skomentuj (0)
Sąd ostateczny

A jak zapytają czym witałem świt, to im powiem: żółtą konewką, ruskimi organkami i rumiankiem. Byłem sutkiem pod bielizną chmur. I wtedy mnie przepuszczą.


gzyra 2011-07-01
skomentuj (2)
Osobowość poszerzona

Jestem otoczony przedmiotami, mam ich mnóstwo. Dużą część z pewnością zakwalifikowano by (wedle potocznych kryteriów) jako śmieci, ale co to za wyrocznia potoczność. Mam czułość wobec przedmiotów. Nie widzę nic złego w ich umiejętnym posiadaniu i celebrowaniu. Mam nawet wrażenie, że ich wybór jest częścią osobowości, a więc one same są jej częścią. To są elementy otoczenia, które do mnie pasują, czuję to pasowanie. Jeśli do siebie pasujemy, musimy mieć na styku (zmysłów i rzeczy) jakąś formę porozumienia, przystawania, odpowiedniości. To jest wybiórcze uczucie, osobniczy smak. Nie lubię słowa gust, jest trywialne. Puszczając oczko do Dawkinsa (i ignorując memetyczne socjotypy) mogę powiedzieć, że ja w przedmiotach jest osobowością rozszerzoną.

Oczywiście na podobnej zasadzie jestem też w muzyce, która we mnie rezonuje bardziej niż inna, i w myślach zawartych w czyichś słowach, wypowiedzianych lub zapisanych. Nawet w intonacji tych myśli lub urodzie budowy zdania. Ten moment, kiedy akceptująco kiwam głową czytając lub słysząc coś, jest odnalezieniem części mnie w kimś, ponieważ wszyscy mamy wiele wspólnego. Wszyscy jesteśmy wobec czegoś i kogoś innego, budujemy tożsamość na porównaniach. Jesteśmy różni, czasem bywamy sprzeczni, a nawet wzajemnie niebezpieczni. Różni, bo inaczej potasowani, ale składamy się z tych samych elementów, w nieskończonej ilości kombinacji. Kiwnięcie głową oznacza konstatację podobieństwa. Czasem dzięki temu odkrywa się część siebie, nie mając wcześniej do niej dostępu. Dopasowywanie świata może być dwukierunkowe, można chodzić z własną kostką domina i szukać połączenia, można też obserwować wyciągnięte w swoim kierunku kostki innych (ożywionych lub nie) i odnajdywać w swoich zasobach odpowiedni element. Świat świadczy o nas, wywołuje w nas świadomość siebie, kształtu naszego profilu. Jesteśmy reakcją na świat, który współtworzymy.

Wyrażać się poprzez to, co zewnętrzne, można również dzięki odwrotnemu mechanizmowi. Negacja przedmiotu czy myśli również nas określa. Każda negacja zawęża pulę zgody.

A co to znaczy umiejętnie posiadać? Bede Griffiths powiedział kiedyś, że kiedy mnich nauczy się posiadać, wolno mu mieć wszystko. Pewnie chodziło mu o kwestie przywiązania lub jego braku. Przywiązanie jako takie nie musi być złe, może być realizacją wolności (np. wyboru) i dowodem na istnienie preferencji. Jego brak może być wolnością od wartościowania, a ta jest chyba koszmarem domina złożonego z samych mydeł. Koszmarem stanu wszystko jedno. Być może umiejętność posiadania zawarta jest w buforze refleksji, w uświadomieniu sobie związku w pełni (lub możliwie dotkliwie, wyraźnie). Przedmioty można posiadać dosłownie, mając je przy sobie, w swoim otoczeniu, pod ręką, w zasięgu wzroku lub mając je w pamięci, że gdzieś (nasze) są. Jednak posiadanie wiąże się z uświadomieniem sobie jakie są i kim jestem, że chcę je posiadać. Posiadanie jest świadomym związkiem.

Czy tak, jak posiada się materialne rzeczy, można posiadać właściwości materii, takie jak słowa i myśli? Dopóki się od nich nie zdystansujemy, na pewno własne są te, które sami wypowiemy i pomyślimy, ale czy można mieć cudze? Z pewnością nie na wyłączność. Można przyjąć je jako swoje, kopiując je do własnej pamięci ze świadomością źródła. Odnajdując się w świecie.



gzyra 2011-05-04
skomentuj (1)
osobnicy

Rozbiłem rodzinę rozpiętym mankietem rękawa. Nigdy później się nie pozbierała. Nawet jeśli trzymała się razem, to nie była spojona, jedynie naśladowała pierwotne spojenie. Odlana z plastiku udawała przeszłe więzy jak eksponat. Dwóch synów i dwóch ojców, upadli sprawiedliwie wszyscy, ale daleko od siebie. Osobno. Może to był błąd, że tak blisko się siebie trzymali, prowokacja siłą rzeczy definiująca kryteria oddalenia.

Nie pamiętam po co sięgałem, ale łatwo to z dużym prawdopodobieństwem odtworzyć. Po plik fiszek z numerami kontroli jakości, dołączanych do pudełek herbat owocowych? Pierwsze z brzegu i wystarczająco wiarygodne, ale po co o tym wspominać? Jakie mają znaczenie powody niezamierzonych zdarzeń?

Ojciec alfa spadł najniżej, konsekwentnie solidny. Z jego wielkich stóp na pewno śmiałyby się dzieci, gdyby nie były zajęte własnymi upadkami. Stopy oderwane od ziemi są śmieszne, przewrócony ojciec wygląda ciekawie. Gest rąk instruujący „tak to, a tak”, w domyśle „powinieneś to zrobić”, skierowany wprost do ziemi, u zdetronizowanego ojca miał już tylko posmak mistyki, dyskusji z ciekami wodnymi i urojonymi siłami sprawczymi. Beta o szczupłych pośladkach w różowo-pomarańczowym kombinezonie, ciekawszy w detalu, z rękoma rozłożonymi bardziej jak figura jogi, zaledwie przewrócony na plecy śmiał się grubymi wargami nauczyciela rzeźby. Synowie - ten jota w jotę beta o geście pomiędzy jogą a instrukcją, rzeczywiście upadł uśmiechnięty; ten drugi, czwarty, jak kaczka w rodzinie łabędzi, usta ma zawsze ledwo zarysowane i wówczas też miał, okrągłą twarz i na jej wzór guziki, ręce w kieszeniach i złączone nogi. Tylko jego cień przypominał kobietę.

Niczemu niewinne ziemskie przyciąganie, mechaniczna powolność absolutnym prawom i dramat - kłopotliwy wymiar zmian.



gzyra 2009-12-31
skomentuj (0)
Wyzwól się

Grad mnie wyłoił, słońce wygrzało. Niosłem przedmieściem nasienie w kopercie z bąbelkami, uśmiechając się na ulicy mówiłem po cichu „dobre geny, dobre geny”, a ludzie odpowiadali „dobry den, dobry den”. Myli w kałużach kółka od wózków z zakupami. Nic nie rozumieją. Widziałem interesującą szóstkę na szyldzie, pod napisem „CZARNA ZIEMIA”. I okno do katalogu zabitych okien. Cyfrę odpowiednią do zbioru wcieleń. Coś musi przynajmniej część cyfr i liczb reprezentować, uziemiać idee. Później uzgodniłem ze sprzedawcą owoców i warzyw, że małosolne zostawimy jeszcze bogatym, niech jedzą w bolidach i niech im chemia lekką będzie. Na progu sklepu z tanią odzieżą stało otyłe dziecko w różowym kombinezonie. Powiedziałem mu: wyzwól się.



gzyra 2009-03-27
skomentuj (3)
dzianie antropocentryczne

Człowiek wypalił połowę papierosa, a drugą wyrzucił podbiegając do autobusu. Z żalem, bez żalu? Nie wiem. Dymiący rulonik turlał się szybko, popychany wiatrem. Wyglądał komicznie i dramatycznie zarazem, kiedy podrygiwał na nierównej betonowej powierzchni zatoczki przystanku. Naprawdę przez chwilę mu współczułem, przypominał porzuconego psa goniącego z zapałem samochód swojego zdrajcy, jeszcze wciąż w momencie niepewności (ale już na jego skraju), czy to nie przypadkiem jakaś nowa zabawa.

Wszędzie na świecie rzeczy się poruszają - od wiatru, posłuszne prawu ciążenia, popychane przez inne przedmioty, trącane przez zwierzęta. Zestawienie z człowiekiem dodaje im dodatkowy wymiar i nie wiem, czy je wzbogaca, czy ogałaca ze statusu niewinnej materii. Człowiek nadaje im dzieje, dosłownie dzieje je, umieszcza je w czasie i logice. Interpretuje i nad-interpretuje je, z premedytacją i twórczo je myli, przechowuje je zdeformowane w świadomości, jako ślady, powidoki, znaki. Z wielu lepi jeden, a jeden mnoży w wariacjach. Już nie są tym, czym mogłyby być niedostrzeżone, wolne od refleksji, równoprawne, samowystarczalne. Tracą prostotę mechanicznego, prostego bytu. Nie tylko są, ale są pomyślane. Niedopałek staje się psem i ożywia w nas empatię, równa powierzchnia śniegu przedziurawiona wyplutą gumą do żucia staje się dziurawym serem, pasek od torebki przewieszonej przez ramię odzianej w sztuczne futro kobiety jest wężem sunącym w trawie.

Człowiek jest także twórcą nowych rzeczy, ale to ma mniejsze znaczenie. Zamysł, projekt, funkcja, to tylko odrębna klasa czynników kształtujących formę, tak jak czynnikiem jest skład chemiczny. Świadomość kształtuje dzieła sztuki, urządzenia, arcydzieła ergonomii, bezmyślne procesy kształtują materię we wszystkich skalach. To one tworzą również świadomość, która jest tylko medium, wyrafinowanym ruchem kalejdoskopu.



gzyra 2009-01-14
skomentuj (0)


+
~~~ .
FB .