Sąsiad powiedział, że mam ładne włosy i że mi
zazdrości. Spotkaliśmy się na chodniku, ja do lasu, on z lasu. Ciągnęło nas w
przeciwnym kierunku, czym innym nasyceni, inny mieliśmy niedosyt. Różne
tęsknoty, czapy śniegu, kapcie. Przywitaliśmy się w drodze, minęliśmy się, ale zaraz
odwróciliśmy się do siebie, bo nie całkiem nas ciągnęło na rozstanie, nie tylko
nas rozciągało. Również nas przyciągało. Może przyciągało nas to, że jedne
słowa chciały drugie, jak grzebień włosy, jak się chcą koła zębate, wątek i
osnowa, kosmyki warkocza. W końcu nas zatrzymało i niepewnie zbliżyło na krok,
z dystansem, taktownie, w zmaganiu. Chwialiśmy się pod naporem różnych sił na
chodniku i w tym momencie, kiedy targani sprzecznymi ciągotami próbowaliśmy
złapać równowagę, krótkim ciurkiem popłynęła życzliwa pogawędka.
Krótkometrażowa, przelotna. Sąsiad niepokoił się, że chodzę bez czapki.
Uspokoiłem, że wiem, na co mogę sobie pozwolić. Zbliżył się jeszcze o krok,
lekko się pochylił, zniżył głos, co nas obu na chwilę ustatkowało, jego w
wolniejszym mówieniu, mnie w głębszym słuchaniu. Widziałem na dworcu człowieka.
Już miałem wsiadać, we Wrocławiu. Normalnie szedł, człowiek łysy był, nagle mu
taka gula na głowie wyskoczyła. Sąsiad model zamarkował na swojej łysinie,
zbliżając do niej dłoń jakby trzymała niewidoczną pomarańczę. Mróz był? No tak,
mróz, karetka przyjechała. Jeszcze czegoś takiego nie widziałem. No to mnie pan
przestraszył, no pięknie, nie powiem. I wtedy już było wiadomo, że po tej
dominancie nastąpi zaraz pożegnanie, bo niezaprzeczalnie daremna jest walka z
tęsknotami, które mają certyfikat planów, czapy śniegu, kapcie. Po kroku do
tyłu, po obrocie i w drogę przed siebie w dwie strony, do lasu, do domu. Znowu
z nurtem i gładko w milczeniu. Do zobaczenia następnym razem. Rozeszliśmy się,
o wielu rzeczach nie wspominając. Mogłem powiedzieć, że myję twarz wodą, żeby
czuć zapach czystego ręcznika. On mógł dodać coś jeszcze o głowie. Obaj różni, jeden
różny od drugiego, równouprawnieni, gdzieniegdzie wyjęci spod prawa. On do
włosów, ja do twojej dłoni, której nie znajdę szukając swoją na samym końcu
zdychania.